info

archiwum

linki

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (1)
wszystkie (1)

layout

prolog

środa, 16.czerwca.2010, 01:07
Gabriel westchnął.
Czekał go ostatni z lotów. Ten najtrudniejszy, chociaż wyczekiwany od niezliczonych wieków jego istnienia. Właściwie nigdy dotąd nie zastanawiał się, jak będzie to wyglądało. Po prostu wiedział, że się stanie, wiedział, że nadejdzie. Nie mógł przestać o tym myśleć, zresztą teraz nie miałoby to już najmniejszego sensu. Wszystko inne straciło swoją wartość. Wszystko inne było teraz nieważne. Na horyzoncie widniał jedynie słodki zachód, cała reszta miała pozostać już dla niego jedynie szarą otoczką- mgiełką, którą można bardzo łatwo zignorować. Prawdopodobnie i koniec świata nie wywarłby na nim wrażenia. Oto bowiem nadszedł dzień obiecany. Dzień zbawienia i dzień wyzwolenia. Dzień, w którym wszystko miało się dla niego wreszcie skończyć, w którym miał otrzymać nagrodę za cały trud, jaki włożył w swoją pracę.
-Wolność... -mruczał pod nosem, gdy wzbijał się w powietrze nad Tuharadem. Nie było w jego głosie przekonania, satysfakcji czy źdźbła radości. Jedyne co weń brzmiało, to dziwne zaskoczenie, zaduma. A przecież wiele już razy wyobrażał sobie ten moment: ciepły, północny wiatr, który po raz ostatni pieścił jego twarz swym zwodniczym pocałunkiem; śpiewy Gavernów, dobiegające z murów Tuharadu, z czułością wlewające się w jego uszy; perspektywa wiecznego odpoczynku, tak bardzo upragnionego. Powinien się cieszyć. Powinien być w siódmym niebie, tym bardziej że nie było od kilkudziesięciu lat rzeczy na ziemi której pragnął tak intensywnie jak właśnie "Oddechu". Marzył o nim, od kiedy nuda wdarła się we wszystko, co niegdyś czynił z pasją. Śnił o nim, aż wreszcie widzenie przyniosło mu wieść, szept wraz z upragnioną informacją, iż nadchodzi ostatni zachód i Oddech. Dlaczego więc teraz, gdy wybiła godzina, nie potrafił odnaleźć swojej dotychczasowej ekscytacji?
Zaledwie kilka zdecydowanych ruchów skrzydeł i Gabriel zostawił Tuharad daleko za sobą, pod sobą. Sunął naprzód płynnie, nie zwiększając ani też nie zmniejszając tempa. Rozkoszował się wszystkim: pędem, szumem wiatru, promieniami słońca, bliskością chmur. Nic nie mogło mu teraz przeszkodzić, taka była wola Proroka. Takie było jego, Gabriela, życzenie.
Zielonkawa łuna na niebie miarowo powiększała się, zwiastując nadchodzący Oddech. Dopiero teraz Gabriel poczuł uderzające weń z zaskakującą siłą emocje, niemal paraliżujące jego zmysły. Właściwie mógłby się jeszcze wycofać, mógłby zmienić swoją decyzję. A jednak... co by to dało? Czy przywróciłoby sens? Nadało nowe światło? Niczego by nie zmieniło. Tu nie było miejsca na strach, nie było miejsca na wyrzuty.
Łuna rozrosła się w oczach, swe delikatne światło zmieniając w lekko oślepiające. Mimo to Gabriel nie mógł od niej oderwać wzroku, hipnotyzowała go, kusiła swoją promienistością.
Zatrzymał się na chwilę w powietrzu. Po raz ostatni zerknął na świat z góry, z czułością przyglądając się wszystkiemu co mógł z tej odległości ujrzeć. Tuharad zniknął za chmurami, a jednak jego myśli poszybowały właśnie tam, w geście swoistego pożegnania przemierzając budynek po budynku, salę po sali. Potem, by ukazać uwielbienie, zanucił jeszcze jedną ze swych ulubionych pieśni, po czym szepnął- ni to do siebie, ni to do wszechświata.
-Ja, Gabriel Abaron, pierwszy w Trójświecie, dziękuję za wszystko co było mi dane. I proszę o wybaczenie... za Oddech, który właśnie biorę i za wszystkie pozostałe.
autor
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: